); ga('send', 'pageview');

Rodzinność, natura i pistacje, czyli 5 niezapomnianych dni na Sycylii

Na Sycylii żyje się po prostu słodko. Kiedyś bardzo mądry 93 letni pan powiedział mi, że najważniejsze w życiu są dwie rzeczy – rodzina i zdrowe życie, zdrowe nie tylko w kwestii diety, ale w podejściu do niego, spokoju, akceptacji, dobroci dla siebie i innych. Będąc na Sycylii i patrząc na ludzi, rozmawiając z nimi przypomniały mi się jego słowa. Bo tutaj właśnie czuję to wyjątkowo. Małe miasteczka to idealne miejsce, gdzie można poznać prawdziwe życie i smak Sycylii.  A wybranie na pobyt rodzinnego pensjonatu sprawia, że można poczuć się jak w prawdziwym włoskim domu.  

Na Sycylię pojechałam sama, ale z chęcią wróciłabym tam z przyjaciółmi i dziećmi, żeby pokazać im moje odkrycia. Poleciałam liniami Wizzair do Katanii, tam wynajęłam samochód. Nocleg rezerwowałam w ostatniej chwili, chciałam zatrzymać się najchętniej w miejscu, gdzie będę mogła poznać codzienne życie mieszkańców. I znalazłam właśnie takie miejsce. Cudowne małżeństwo, Emilia i Enzo, wraz ze swoim synem, Dario, prowadzą nieduży pensjonat „La via di casa” w nadmorskim miasteczku San Leone. Przyjeżdżasz i stajesz się członkiem cudownej radosnej rodziny.

Kiedy opowiedziałam im o moim celu podróży, o chęci odkrycia lokalnych tradycji, historii, miejsc i kuchni, nie musiałam czekać długo, a moi gospodarze przygotowali dla mnie kilka rekomendacji, mało tego, zaoferowali, że możemy w część miejsc pojechać razem.

Ugoszczona, wyszykowana i zaopatrzona we wszelkie niezbędne informacje ruszam w poszukiwaniu słodkich smaków Sycylii po zachodnim wybrzeżu.  

To co do tej pory oglądałam w filmach, te wspólne niekończące się rozmowy, spędzanie czasu z przyjaciółmi w kafejkach, nagle są moją codziennością i jest to na pewno ta cecha mieszkańców, którą z chęcią bym przeniosła do Polski. A wszystko z uśmiechem na twarzy i spokojem. Tu czuje się wszędzie niezwykły spokój.  

Życie płynie bardzo wolno.  

Szybko wchodzę w ten rytm.  

Zupełnie nie drażni, że przez pół dnia jest tu sjesta i wszystko jest zamknięte. To czas na odpoczynek i odkrywanie wspaniałych miejsc. 

Pytam Sycylijczyków o ich przepis na słodkie życie. Mówią mi, że to słońce, morze, spokój, uśmiech, świeże owoce, dobre jedzenie i rodzina.  

W taki sposób żyją i to jest dla nich najważniejsze. Piękna inspiracja dla nas wszystkich, niezależnie od kraju i wieku. 

A kuchnia? To królowymi są pistacje. Ciasteczka z pistacjami, makaron z pistacjami, trochę poczułam się jak w bajce Entliczek Pentliczek, o robaczku, który wszędzie spotykał jabłka. Tylko tu robaczek jadłby wszystko z pistacjami 😉

CO WARTO ZOBACZYĆ, CZYLI MOJE MIEJSCA: 

 – Dolina Świątyń, Valle dei Templi. Prawdziwy raj dla miłośników starożytnych historii. Podczas gdy tłumy turystów przemieszczają się od zabytku do zabytku ja znajduję tam sad pełen drzew pomarańczy. Drzewa pomarańczowe rosną tu wszędzie, a słońce sprawia, że są niezwykle słodkie i soczyste. Sok wyciskany z pomarańczy tu i ten w Polsce to kompletnie dwa różne smaki. Tutaj też próbuję pysznego wyciskanego soku z granatów. 

– Scala dei Turchi. Na Sycylii odkrywam deser, który dla mnie jest swojego rodzaju afrodyzjakiem. Smak, którego nie da się porównać z niczym innymi. To owoc kwiatu opuncji, fighi d’india, podany w cząstkach, polany miodem i posypany kruszonymi pistacjami. Próbuję go po raz pierwszy w miejscowości Scala dei Turchi. To miejsce, gdzie białe wapienne skały schodzą prosto do morza. Na plaży znajduje się restauracja, zespół na żywo gra włoskie przeboje a goście tańczą na piasku. Tu najpiękniejszy jest zachód słońca. 
 

 – Raffadali. Kiedy rozmawiam z mieszkańcami, wszyscy mówią o kremie pistacjowym i cukierni Le Cuspidi. Tu można oszaleć od zapachu, smaku i kolorów; lody, ciasta, ciasteczka, kremy. I tłumy gości. Podobno tu właśnie jest najlepszy krem pistacjowy. Zabrał mnie tu Enzo, bo Raffadali to jego rodzinne miasteczko. Przy okazji zrobiliśmy sobie wycieczkę wspomnień, zobaczyłam, gdzie Enzo się wychowywał. W końcu trafiliśmy do Le Cuspidi. Co chwila Enzo witał się z kolejnym znajomym. Tam  zamówiliśmy Cannollo, ciastko typowe dla tego regionu, które trzeba koniecznie spróbować. Przygotowywane z serka ricotta, w zawiniętym kruchym rożku, z plasterkiem pomarańczy i posypane kruszonymi pistacjami. Nie jest to mój faworyt, ale na Sycylii warto poznać ten smak.  

W Raffadali czuję się jak we włoskim filmie, centrum miasteczka to mały skwer, na którym siedzi mnóstwo grupek starszych mężczyzn, którzy rozmawiają, piją kawę i spędzają razem czas. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Na żywo ten widok robi ogromne wrażenie. Bliskość i przyjaźń. 

– Sambuca di Sicilia, wybrane przez telewizję RAI najpiękniejszym miasteczkiem na Sycylii. Wcale się nie dziwię, że gubię właściwą trasę, bo na Sycylii przydarza mi się to ciągle i nagle znajduję się na drodze w trakcie remontu, którą poza mną nie jedzie nikt. Natomiast jadę trasą wśród sycylijskich winnic. Z każdej strony otaczają mnie krzewy winogron. Kiedy docieram do miasteczka wszystkie moje drogowe problemy zostają wynagrodzone. Widok, jaki tam zastaję, jest niesamowity. Ogromne przestrzenie pełne zieleni a po środku stare urocze miasteczko. Tu rozkoszuję się widokiem i małymi uliczkami, gdzie jazda samochodem jest prawdziwym sprawdzianem dla kierowców. Samochód ledwo daje radę, do tego trafiłam na burzę, co nie ułatwia jazdy. W miasteczku jestem podczas sjesty, więc nie mam szans poznać tutejszych smaków. Natomiast sam widok wart jest podróży. 

– Agrigento, największe miasteczko w okolicy.  Na głównej ulicy Via Atenea znajduje się mnóstwo restauracji, kawiarni, sklepów i niesamowitych lodziarni, gdzie lodowe desery wyglądają jak kolorowe słodkie góry. Ja idę do wypatrzonej przeze mnie już wcześniej restauracji L’Ambasatta di Sicilia, zamawiam Macaronchini con pistacchio. Nie miałam pojęcia, po pierwsze, że można zrobić tak pyszny makaron z pistacjami i wcale nie jest na słodko, a po drugie, że kiedykolwiek będzie mi smakował ser gorgonzola.  

Na deser wybieram tutejszą specjalność, czyli Cassatta Siciliana. To ciasto biszkoptowe, przekładane kremem z riccottą, czekoladą i oczywiście pistacjami. Deser serwuje mi szef restauracji, Dario. Zaczynamy rozmawiać, opowiadam mu o swojej podróży i Przystanku Miłość. Pytam go o jego przepis na słodkie życie, a w odpowiedzi otrzymuję przepis na zrobienie Cassaty. Skoro tak, to spróbuję ją zrobić sama. 

– Torre Salsa – ten dzień zapamiętam na długo. To najpiękniejsza dzika plaża, na jakiej byłam w życiu. Nie ma tu niczego poza naturą. Natomiast słodko można spędzić czas nad brzegiem morza, wśród zieleni i skał. Tu jest się kompletnie odciętym od świata, nie ma zasięgu, jestem sama na plaży, poza mną nie ma tu nikogo. Kiedy wsiadłam do samochodu i odjechałam kawałek, musiałam się zatrzymać i jeszcze wrócić choć na chwilkę, żeby dobrze zapamiętać to miejsce. W ogóle nie chciałam stamtąd wracać. 
 

– San Leone – małe miasteczko, w którym wynajęłam pokój w pensjonacie La via di casa. Każdy dzień zaczynam od aromatycznej włoskiej kawy i croissanta z ricottą lub kremem pistacjowym. Pycha! Tu chodzę na spacery uroczym deptakiem nad brzegiem morza, z wieloma restauracjami i cukierniami. W jednej z cukierenek właściciel pozwolił mi wejść na zaplecze i zobaczyć, jak powstają ciasta. Tu też specjalnie dla mnie zamówił pastę pistacjową, którą przywiozłam do Polski i którą wykorzystam do przygotowywania ciast z kremem pistacjowym. W San Leone warto odkryć plażę znajdującą się dalej od centrum. Szczególnie wspaniale można spędzić czas siedząc na bujanej ławeczce wśród drzew nad samym brzegiem morza.  

Specjalne podziękowania dla Dario Casalicchio, Emilii i Enzo z pensjonatu La via di Casa za przecudowną gościnę i pomoc w realizacji projektu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *